Dziś miałem okazję obejrzeć przedstawienie „Danuta W.” w Teatrze Polonia. Spektakl ten w rekordowo szybkim czasie (ok. 1,5 roku od premiery!) doczekał się 100 wystawienia i z tej okazji zorganizowano spotkanie z Krystyną Jandą i Danutą Wałęsą. Ja widziałem go po raz pierwszy i zrobił na mnie duże wrażenie. 

„Danuta W.” jest monodramem o bardzo prostej konstrukcji. Krystyna Janda, opowiada życie Danuty Wałęsy posługując się fragmentami z jej książki. W trakcie opowieści obiera jabłka i piecze szarlotkę… przepraszam –  jabłecznik (jeżeli ktoś wie, jaka jest różnica proszę pisać w komentarzach). Dodatkowym elementem przedstawienia jest film wyświetlany za jej plecami, pokazujący historyczne materiały filmowe z czasów, których dotyczy opowieść.

Mimo tej prostoty, miałem wrażenie że tego wieczoru brałem udział w czymś wyjątkowym. Nie tylko z tego powodu, że setny spektakl zakończył się spotkaniem z byłą pierwszą damą. Po prostu, jak powiedziała sama Krystyna Janda, jej rola w tym spektaklu wyraźnie przekracza obowiązki aktorki. Może zabrzmi to trochę patetycznie, ale od czasu do czasu wydarzenie kulturalne może być ważnym głosem, kamieniem milowym w historii społeczności lub narodu. Spektakl „Danuta W.” jest takim wyjątkowym wydarzeniem.

Oczywiście pierwsza była autobiograficzna książka Danuty Wałęsy, która w szczery sposób opowiedziała o życiu w cieniu męża uwikłanego w wydarzenia historyczne. Z bohaterką książki utożsamiło się wiele Polek, które w podobny sposób poświęciły swoje życie mężowi i dzieciom. Spektakl z udziałem Krystyny Jandy wyniósł jednak ten tekst na jeszcze wyższy poziom. Dzięki temu przedstawieniu Danuta W. w pewien sposób „awansowała” z bohaterki licznych spotkań autorskich w miastach i miasteczkach „Polski B”, na ważną postać w historii naszego kraju.

Powiem więcej, jej historia może być przykładem, że z pozoru zwykła i mało ważna praca w domu, pranie pieluch, gotowanie obiadów, dbanie o dom, męża i ósemkę dzieci, może zostać nagrodzone. Dziś to głos Danuty Wałęsy jest ważniejszy i wydaje się bardziej sensowny od słów wypowiadanych ostatnio przez jej męża.

Chciałabym Paniom podziękować, dzięki temu spektaklowi dowiedziałam się, że moja mama jest bohaterką – powiedziała młoda dziewczyna do Danuty Wałęsy i Krystyny Jandy po spektaklu.

Dziękuję za te słowa,  warto żyć, żeby usłyszeć coś takiego –  odpowiedziała jej Danuta Wałęsa.

Czasami w trakcie przedstawiania, gdy treść nawiązywała do wypowiedzi Lecha Wałęsy, na sali słychać było śmiechy. Oczywiście niektóre słynne cytaty i zachowania Lecha są dość zabawne, ale przyznam, że w tym kontekście, ogromnej samotności jego żony, w ogóle nie było mi do śmiechu.

Sama Pani Danuta okazała się bardzo ciepłą, dowcipną i szczerą kobietą. To są moje słowa, ale Krysi emocje – odpowiedziała na pierwsze pytanie, czyja jest ta historia. Na pytanie, jak zachęcić Polki do rodzenia dzieci, matka ósemki dzieci odpowiedziała coś w stylu – nie patrzcie na mnie, ja już swoje zrobiłam w tym temacie 🙂

Przy całej wadze i randze książki i spektaklu, który w rekordowym tempie 1,5 roku dorobił się 100 wystawienia, dla mnie najważniejsze jest docenienie samej Danuty Wałęsy, zwyczajnej niezwyczajnej kobiety.

PS:  Anegdota z Gdańskiej prapremiery:
Monodram rozpoczyna się sekwencją, w której Janda wylicza kolejne dzieci oraz daty ich urodzin. Występując przed Lechem i Danutą Wałęsami, bohaterami przedstawienia, Janda spaliła się i pokręciła daty urodzin (sam powiedziała wprost, ze dostała ataku paniki). Przyklękła i przeprosiła publiczność, proponując że zacznie za chwilę od początku.

Na to rozległ się głos Lecha z pierwszego rzędu: Pani Krysiu proszę się nie martwić, ja tez tego nigdy nie pamiętam… Oczywiście rozbawiło to wszystkich i rozładowało napięcie.

Danuta W.

Spotkanie po 100 spektaklu „Danuta W.” w Teatrze Polonia