Wszyscy od czasu do czasu gramy,  udajemy, robimy przedstawienie. Działamy tak od kołyski.  Chyba każdy słyszał „udawany płacz” niemowlaka, który próbując coś wymusić, zmienia swoje zachowanie i obserwuje reakcje dorosłych. Dzieci są jednak bardziej szczere, naturalne, trudno im ukryć swoje intencje, grać przez dłuższy czas. Nawet proste, naiwne występy 7-latków w szkolnym teatrzyku, będą budzić naszą sympatię i uśmiech – zwłaszcza rodziców.
To właśnie ta szczerość, naturalność dzieci-aktorów powoduje, że lubimy oglądać je na ekranie lub scenie. W „dużej sztuce” dzieci są bohaterami kina familijnego (czyt. filmów dla dzieci), ewentualnie towarzyszami lub tłem dla dorosłych aktorów. W najnowszej inscenizacji „Medei”, dzieci są głównymi bohaterami ponadgodzinnego, trudnego dramatu dla dorosłych.

Debiut z dziećmi na scenie 

Dorotę Kędzierzwską poznałem rok temu, na warsztatach Film Spring Open. Razem z Arturem Reinhartem pokazywali wówczas swój film – „Inny świat”. Jest to, świetnie zmontowany, wywiad rzeka z niemal stuletnią Danutą Szaflarską. Tym razem Kędzierzawska debiutuje jako reżyserka teatralna w spektaklu, który w Polonii nazywają „australijską Medeą” (tekstem zachwycił się w Australii Jerzy Stuhr i ściągnął go do kraju). Debiut ten jest podwójnie trudny, bo musiała reżyserować młodych aktorów, których wiek nie przekraczał 10 lat. Tak, tak – tym razem tragiczna historia Medei jest opowiedziana z perspektywy jej synów Leona i Teosia.

Dzieci nudzą się, nie tylko w czasie deszczu. Błyskawicznie. Wiem to doskonale, bo dwa lata temu, pracowałem z moją chrześnicą Amelką i jej siostrą Kają – 7-letnimi bliźniaczkami nad serialem internetowym „To dziecinnnie proste”. Zabawa była przednia, ale przy realizacji, ciągle musiałem być czujny, wymyślać nowe gry i zabawy. Musiałem być zawsze przygotowany, przynosić nowe rekwizyty. Nie mogłem dzieci do niczego zmusić. A jeśli pojawiało się znudzenie, to trzeba było natychmiast zareagować zajmując je czymś ciekawym. Jeśli tylko przez ponad 2 min rozmawiałem z jednym dzieckiem, druga dziewczyna nie mogła usiedzieć w miejscu i w najlepszym wypadku zaczynała z nudów dłubać w nosie.

Nie wiem jakich technik reżyserskich użyła Dorota Kędzierzawska, ale w jej spektaklu młodzi aktorzy grają świetnie. Chłopcy są na scenie praktycznie non-stop, przez 70 min przedstawienia. Wypowiadają długie fragmenty tekstu, rozprawiają o trudnym świecie dorosłych lub biegają po scenie bawiąc się w wojnę  – zawsze bardzo przekonywująco. Oczywiście w swój dziecięcy sposób, bo ich gra jest inna od gry „wykształconych, dorosłych” aktorów.

Medea

W „Medei” grają dwie pary młodych aktorów: Feliks Matecki z Wincentym Mateckim oraz Jan Rogaliński z Adamem Tomaszewskim. Adasia i Tomka widziałem na próbie dla mediów (to ich zdjęcie znajduje się w nagłówku tego wpisu). Muszę przyznać, że uwiedli dziennikarzy. Ja także uległem ich czarowi. Z rozbrajającą szczerością rozmawiali z  radiowcami i z wielką frajdą pozowali do zdjęć fotoreporterom.

Na pytanie co było najtrudniejsze w próbach i samym spektaklu, bez zawahania jeden z nich wypalił: wytrzymać cały spektakl bez siku! 🙂

Feliksa i Wincentego mogłem obserwować w całym spektaklu, w czasie próby generalnej dzień przed oficjalną premierą. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy po przedstawieniu…

„Fajnie, ale dlaczego tak krótko?”

Serio. Spektakl trwał około 70 minut i gdy zgasły światła (w czasie generalnej, aktorzy nie wychodzą do owacji), przez chwilę zastanawiałem się, czy aby to nie jest przerwa przed trzecim aktem. Oczywiście finałowa scena nie pozostawiała wątpliwości, Medea  grana przez Magdę Boczarską zabija swoich synów, ale pomyślałem „czy to już koniec?”.

Młodzi aktorzy grali bardzo dynamicznie i trudno im było zaznaczyć dramaturgicznie poszczególne akty przedstawienia. Mam wrażenie, że dzieciaki dały z siebie wszystko co najlepsze. Byli na scenie bardzo wiarygodni i grali tak dojrzale, jak dojrzali mogą być aktorzy mający siedem i dziewięć lat. Czegoś jednak w tym spektaklu zabrakło i szczerze mówiąc, braków szukałbym w tekście i reżyserii. O czym właściwie był to spektakl? Jakie akcenty tej tragicznej historii miały tu zostać podkreślone?

Niedosyt

Tym słowem mogę podsumować mój odbiór tego przedstawienia. Zaznaczam jednak, że widziałem jedną próbę generalną z udziałem jednej pary młodych aktorów. Nie podejmuje się oceny tej inscenizacji. Obsadzenie w głównych rolach aktorów poniżej dziesiątego roku życia powoduje, że każdy spektakl będzie innym przeżyciem! Chętnie za jakiś czas zobaczyłbym tą „Medeę” raz jeszcze, z udziałem drugiej pary aktorskiej Jasia i Adama.

Magdalena Boczarska

PS: Pewnie zauważyliście, że w moim tekście zabrakło recenzji roli Magdy Boczarskiej. Fakt jest taki, że aktorka jest w tym przedstawieniu jedynie pięknym tłem dla chłopców grających jej synów.