Editor's Rating

Doskonały tekst, świetna reżyseria i gra aktorska powodują, że sala trzęsie się ze śmiechu. Sztuka przypomina jednak, że gdzie kłócą się głupi dorośli, nigdy dziecku nie jest wesoło. Najwyższej jakości rozrywka z przesłaniem.

Wczoraj miałem przyjemność obejrzeć spektakl “Ich czworo” w reżyserii Jerzego Stuhra. Mimo że sztuka została napisana przeszło 100 lat temu, nie widać żeby straciła na aktualności. Powiem więcej, w porównaniu do wybitnych tekstów zagranicznych dramaturgów, tekst Gabrieli Zapolskiej idealnie oddaje nasze przywary także w XXI wieku. Przyznam, że nie znałem go wcześniej, choć jak podaje Wikipedia, był wystawiany ponad 70 razy.

Głupi romans
Historia jakich wiele: mąż, żona, ten trzeci i… bezbronne dziecko będące gdzieś pomiędzy dorosłymi. W opowieściach o romansie najczęściej koncentrujemy się na emocjach dorosłych. Ona na pewno była zaniedbywana przez męża, dlatego go zdradziła, albo on zdradzał, bo w domu nie miał ciepła… to poryw serca – miłość, trzeba za nią podążać… każdy ma prawo do szczęścia…

Tutaj na scenie jest podobnie. Aktorskie gwiazdy Jerzy Stuhr (mąż), Sonia Bohosiewicz (żona) i Tomasz Kot (kochanek) idealnie budują sytuację rodzinnego konfliktu. Ich kwestie brzmią bez grama fałszu. Wchodząc w historię rodzinnej farsy, co chwile trzęsiemy się z rozbawieniem czekając na kolejny błyskotliwy tekst lub śmieszną scenę. Dobrze, że to nie nas dotyczy. To oni, ci głupi… tamten z naprzeciwka, tamta z sąsiedniego osiedla.
Bezbronna dziewczynka, zmienia jednak wydźwięk naszego śmiechu. Gdy zobaczymy na scenie smutną minę dziecka, zmienia się on w rechot podszyty poczuciem winy…
Przecież scena przyłapania żony z kochankiem (ona w szafie, kochanek panikuje, mąż mdleje) byłaby świetnym, radosnym punktem kulminacyjnym. Wszystko jednak się zmienia, gdy zdajemy sobie sprawę, że przez “głupotę dorosłych” cierpi zapomniane przez wszystkich, pozostawione na zimnie, dziecko. O którym i my rozbawieni, przez chwilę zapomnieliśmy…

Popis Sonii Bohosiewicz
Tomasz Kot, Iza Kuna oraz Jerzy Stuhr, to aktorzy których bardzo lubię. Jednak ten spektakl należy do Sonii Bohosiewicz. Dawno nie widziałem tak świetnie zagranej roli. Bohosiewicz weszła wczoraj na taki poziom aktorstwa, że uwierzyłbym w każde jej słowo. Tak łatwo przechodziła z ekscytacji w zobojętnienie, tak się poruszała na scenie, modulowała głosem, że przez chwile miałem ciarki na plecach. Tak bardzo uwierzyłem jej postaci, że zacząłem się zastanawiać jak można być taką złą matką?

Stuhr moralizator?
Dwa tygodnie przed spektaklem brałem udział w próbie dla mediów. Widziałem fragment spektaklu (poniżej filmik), który jednak nie zrobił wtedy na mnie wrażenia. Ciekawe było to, że mogłem posłuchać co o swojej pracy mówi reżyser. Jerzy Stuhr, bardzo spokojnie i cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania dziennikarzy. Jego oczy i sposób w jaki opowiadał o nieszczęściu dziecka, był tak przekonywujący, jakby mówił o sytuacji znanej z własnego życia…

PS1: Pisząc ten tekst dr. Google, podpowiedział mi, że Jerzy Stuhr reżyserował już “Ich czworo” w słuchowisku radiowym dwa lata temu. Tam również współpracował z Tomaszem Kotem i Sonią Bohosiewicz. Przyznam, że gdy się o tym dowiedziałem, odrobinę się zasmuciłem (myślałem, że aktorzy tak doskonale i szybko się zgrali, a okazało się że mieli już solidną bazę). Nie zmienia to faktu, że sztuka jest bardzo dobra i polecam ją każdemu, kto szuka najwyższej jakości teatralnej rozrywki z morałem.

PS: Materiały ze sztuki (zdjęcia i krótkie nagranie) są mojego autorstwa i pochodzą z próby dla mediów, która odbyła się 17. lutego.

Ich czworo

Ich czworo

Ich czworo