Na oglądanie wystawy fotograficznej Kuby Dąbrowskiego w Zachęcie umówiłem się ze znajomą – Jó, w przedostatni dzień wystawy, dzień przed moimi 33 urodzinami. Miał być jej znajomy Marek… Okazało się, że na spotkaniu pojawiło się więcej znajomych Jó. Paczka starych znajomych z Grudziądza, którzy rozjechali się po świecie, a dziwnym trafem tego dnia postanowili się spotkać w warszawskiej Zachęcie. To ich wizerunki uwieczniłem na powyższej fotografii, zrobionej jeszcze na kawie w pobliskim Muzeum Etnograficznym. To oni dopisali kolejny rozdział do mojego osobistego „filmu obyczajowego” i to dzięki nim mogłem kupić tańszy, bo „grupowy” bilet do Zachęty 😉 (8 zamiast 15zł)

„Film obyczajowy produkcji polskiej” chciałem zobaczyć z kilku powodów. Czytałem dwie krótkie recenzje: pierwszą chwalącą Kubę na OBIEGU („Zdjęcia Dąbrowskiego są po prostu piękne”) i drugą miażdżącą, Basi Sokołowskiej na FotoTapecie („Nudna historia. Tę hucznie zapowiadaną i długo oczekiwaną wystawę opuściłam nie oglądając jej do końca”).
Po drugie autor jest praktycznie moim rówieśnikiem (rocznik ’80 ja ’81) i byłem ciekawy czy jego film obyczajowy jest tym samym, który i ja miałem oglądać. Po trzecie wiele lat temu poznałem partnerkę autora, i część historii przedstawionej w „Filmie” znałem z jej bloga – vintage-hunters.com, zupełnie inaczej niż większość odbiorców, którzy twórczość Kuby Dąbrowskiego śledzili na jednym lub drugim blogu czy Instagramie (ja jego fotografii praktycznie nie znałem).

Ta recenzja ma tylko trzy ilustracje, bo wrzucać zdjęcia Kuby Dąbrowskiego do sieci to jak dolewać wody do oceanu.  ~ OBIEG

Piękna czy nudna ta wystawa?

Basia Sokołowska zarzuciła wystawie chaos i dużą ilość nudnych zdjęć, które zresztą można wygooglować w sieci. Moim zdaniem w tym wypadku nieregularny układ i ilość zdjęć były atutem wystawy. Oczywiście nie sposób było ogarnąć wszystkich tematów, wątków, znaczeń i opowieści. Jak każdy dobry film, także i „Film obyczajowy” miał swoje warstwy, znaczenia, których nie przewidział sam reżyser, do których każdy może docierać.
Mogłem się przyjrzeć wybranym zdjęciom z wystawy i przejrzeć w nich jak w lustrze. W tym sensie nie była to nawet wystawa fotograficzna, a raczej wystawa o życiu pewnego trzydziestotrzylatka.

kuba_dabrowski

Dla mnie to była wystawa o dojrzewaniu i miłości. Owszem, na wystawie znalazłem także temat dzieciństwa, blokowiska, koszykówkę, koncerty, znajomych, spotkania rodzinne, sfotografowane programy i filmy telewizyjne, potrawy na talerzu… ale to wątek wchodzenia w dorosłość, dyskusja o dojrzałości, wydała mi się tematem przewodnim.
Z wielką czułością była także przedstawiona Monika, która jest bardzo ważną bohaterką tego „Filmu”. Jest też młody człowiek – potomek, który dyskretnie pojawia się na kilku zdjęciach, a na jednym wyraźnie zaznacza swoją obecność patrząc wprost w obiektyw.

_MG_9662

Na pytanie czy była to nudna czy ciekawa wystawa, odpowiem tak: dla mnie osoby zainteresowanym życiem 33-latka – bardzo ciekawa.
Jednak jeszcze ciekawsza była dla mnie rozmowa z nowymi znajomymi z Grudziądza – innymi trzydziestolatkami.
To niesamowite jak różne uczucia wywołały u nas te same zdjęcia. Jedna znajoma opowiadała o wielkim smutku jaki poczuła ze zdjęć, inna że jest to nostalgia, ktoś się wzruszył, a ktoś stwierdził że kompletnie nie rozumie przekazu. Jó opowiadała, że białostockie bloki i zdjęcia z koncertów wyglądają jak miejsca żywcem przeniesione z Grudziądza z okresu jej końca nauki w ogólniaku…

Martyna (z Piotrowa Trybunalskiego, nie z Grudziądza) stwierdziła, że wystawa jest niezwykle optymistyczna:

Zwyczajność w galerii?

Czy galeria to miejsce, żeby pokazywać zwyczajność? Czy ściany galerii nie powinny zdobić szlachetniejsze formy, sztuki przez duże „SZ”? Może tłumy na wystawie pokazują tylko upadek dużej instytucji, schlebianie „młodocianym”, może nawet „hipsterskim” gustom?

Masz bardzo podobne zdjęcie w telefonie ~ Chłopak do dziewczyny przyglądającej się zdjęciom K. Dąbrowskiego

Kiedy w 1959r. „Fotografika Edwarda Hartwiga” została pokazana w Zachęcie, także stawiano podobne pytania. Wtedy sam fakt wywieszania fotografii w Narodowej Galerii, był swoistym przełomem. „Film obyczajowy…” Kuby Dąbrowskiego pokazuje że medium fotograficzne się rozwija i to bardzo dynamicznie. To na pewno ostatnia szansa, żeby zrobić taką wystawę. Za kilka lat, większość dzisiejszych dwudziestolatków, będzie miała podobny zapis historii swojego życia w pamięci smartfona.

_MG_9656

Kuba Dąbrowski. Film obyczajowy produkcji polskiej.