Leica jest bez wątpienia marką wyjątkową. Ponadprzeciętna jakość, ponadprzeciętny design, ponadprzeciętna… cena. Nigdy nie używałem aparatów z czerwoną kropką, ale od jakiegoś czasu przyglądam się im uważnie.
Chętnie odwiedzam także Galerię Leica, która jest bardzo mocnym punktem na fotograficzność-artystycznej mapie Warszawy.

Tym razem do galerii na Mysiej 3 ściągnęła mnie premiera nowego aparatu Leica T. Idąc na spotkanie nie wiedziałem, że temu wydarzeniu towarzyszyć będzie tyle emocji. Dowiedziałem się, że pokazany model, był do wczoraj ogromną tajemnicą. Premiera nowego modelu odbyła się tego samego dnia, we wszystkich Leica Gallery na całym świecie. Powinienem właściwie napisać – „premiera nowego systemu”, bo Leica T jest aparatem z zupełnie nową matrycą, akcesoriami, mocowaniem obiektywów… można powiedzieć z nową filozofią.

Leica T – pierwszy rzut oka

Leica T jest bezsusterkowcem, w którym zredukowano wszystkie zbędne przyciski, pokrętła i uchwyty. Na aluminiowej obudowie znajdziemy jedynie dwa pokrętła (czas i przysłona), przełącznik on-off, przycisk REC oraz spust migawki. Wszystkimi pozostałymi punkcjami sterujemy za pomocą dotykowego ekranu.

Wiele uwagi na premierowej prezentacji poświęcono konstrukcji aparatu. Aluminiowa, supersztywna, wycięta z jednego metalowego bloku obudowa powoduje, że aparat ten zaczyna przypominać produkty Apple. Nie jest to bynajmniej zarzut, ale mam wrażenie, że jest to pewien zwrot w historii marki, która do tej pory silnie odwoływała się do klasycznej stylistyki lat 50-tych.

Pierwsze wrażenia:

+ sztywna obudowa z polerowanego aluminium powoduje, że trzymając aparat Leica T mamy wrażenie  obcowania z wyjątkowym przedmiotem;
+ bardzo dobry ekran, wiernie odtwarza kolory, ma dobry kontrast, nie czuje się najmniejszego opóźnienia czy smużenia;
+ przejrzyste, proste menu – wszystko łatwo zlokalizować, możemy też spersonalizować samo menu;
+ pierwsze wrażenie jeżeli chodzi o zdjęcia: bardzo dobra kolorystyka, niezwykła ostrość (nie testowałem z innymi obiektywami ale Leica T + „kitowy” 18-56 robią zdjęcia bardzo ostre i pełne detali);

– samo body nie będzie dramatycznie drogie (jak na markę Leica), jak zapowiedziano około 6 tys. zł, ale tyle samo będzie trzeba zapłacić za „kitowy” zoom 18-56;
– brak wizjera w zestawie jest dla mnie wadą – dodatkowy wizjer = dodatkowy koszt (podobno ok. 2tys. zł);
– dość słaba funkcja filmowania – wiem, że dla tej marki filmowanie jest funkcją zupełnie poboczną, ale na pierwszy rzut oka widać, że kompresja jest silna i zwłaszcza w czerniach obraz jest bardzo zaszumiony;

Poniżej prezentuję testowe zdjęcie – JPG najlepszej jakości prosto z aparatu.

Plik RAW – DNG do pobrania (24MB)

Leica T - test photo

Leica T – zdjęcie testowe – JPG z aparatu, bez obróbki

UWAGA: Egzemplarz miałem wczoraj w ręku ok. 30min, a aparaty pracowały z oprogramowaniem w wersji przedprodukcyjnej. W wersji finalnej niektóre mankamenty mogą zostać usprawnione.

PS: Wkrótce spróbuję wypożyczyć aparat do obszerniejszego testu 🙂

 

Reklama – Leica T