Przyznaje się bez bicia: jestem “canonowcem”. Lustrzanki używam do fotografii i kręcenia wideo. Jestem  wdzięczny Canonowi, że dokonał rewolucji wprowadzając na rynek Canona 5D Mark II – pierwszą pełnoklatkową lustrzankę z możliwością kręcenia wideo. Filip Kovcin w trakcie wykładu na festiwalu HumanDOC stwierdził, że Canon sam sobie nie zdawał wówczas sprawy z tego co robi.

Dziś, po przeszło 5 latach od premiery 5D mk2, rynek aparatów cyfrowych jest nie do poznania. Tradycyjnym liderom Canonowi i Nikonowi, depcze po piętach Sony. Lustrzanki przestają być “sexy”, a na dalekim wschodzie sprzedaż “bezlusterkowców” przegoniła ostatnio sprzedaż aparatów z lustrem. Sam wcześniej nie korzystałem z lustrzanek ani bezlusterkowców Sony. Wkrótce czeka mnie decyzja o zakupie nowego korpusu. Rozważam wszystkie opcje. Dlatego z dużym zainteresowaniem wybrałem się na prezentacje aparatów Sony α7 i  α7R organizowaną przez Proclub i Sony w środę 5. lutego.

Spotkanie rozpoczął Piotr Parvi – fotograf, ekspert Sony. Oczywiście w tym momencie zobaczyliśmy piękne slajdy i całą masę marketingowych informacji. Później każdy mógł przez ponad godzinę przetestować nowe konstrukcje Sony w warunkach studyjnych.

Dostałem w swoje ręce model Sony α7R wyposażonym dodatkowo w grip. Oto moje wnioski po 60-70 minutach pracy:

  • aparat ma bardzo zwartą konstrukcję, jest mały ale dobrze leży w dłoni;
  • ilość opcji, przycisków, ustawień i funkcji pokazywanych na wyświetlaczu, przypomina mi kokpit nowoczesnego samolotu (przynajmniej w porównaniu z moim Canonem 😉
  • duża liczba możliwości konfiguracyjnych to nie wada (prawdopodobnie wszystko da się włączyć lub wyłączyć), ale w trakcie ‘szybkiej akcji’, jak moja wczorajsza, łatwo przez przypadek namieszać w ustawieniach;
  • wizjer elektroniczny zupełnie mi nie przeszkadza, ale trzeba go skonfigurować do swoich potrzeb (m.in. czy ma rozjaśniać obraz);
  • do aparatu nie ma jeszcze zbyt wiele dedykowanych obiektów, ale Sony umożliwia korzystanie z obiektywów do niepełnej klatki (korzystamy wówczas z części matrycy – ok 17 megapikseli);
  • aparat bardzo dobrze spisywał się podczas spontanicznej i szybkiej sesji zdjęciowej, jakość zdjęć z 36 megapikselowej matrycy (wersja 7R) jest bardzo dobra;
  • Sony 7R produkuje RAWy o rozmiarze 4912×7360 pikseli (!) co pozwala na wydruk 41 x 62 cm w 300 DPI!  (możliwości kadrowania są ogromne – można wyciąć 1/16 zdjęcia i wydrukować bezstratnie w formacie 10x15cm);
  • aparat jest dyskretny, ale migawka nie – z małym obiektywem nie będziemy rzucać się w oczy, ale jak tylko zrobimy zdjęcie zostaniemy usłyszeni i zdemaskowaniu;
  • mamy do dyspozycji kilka funkcji przydatnych do filmowania: peaking, gniazdo mikrofonowe i słuchawkowe (którego nie na np. Canon 6D!), podgląd poziomów audio na monitorze;
  • mała wydaje się bateria (obawiam się, że zwłaszcza przy filmowaniu może szybko zdychać), dodatkowo zadziwia nieco brak ładowarki sieciowej w zestawie z aparatem (Piotr Parvi twierdził, że ładowanie aparatu przez USB jest bardzo dobrym rozwiązaniem… ale chyba nikt mu nie uwierzył);
  • korzystałem jedynie z Sony Alpha 7R, wersja bez eRki ma mniejszą matrycę (“tylko” 24 megapikseli) i filtr dolnoprzepustowy;

Pierwsze spotkanie z bezlusterkowcem Sony było raczej udane. Jedną z wad aparatów pozbawianych lustra jest nieosłonięta niczym matryca (jest znacznie bardziej narażona na uszkodzenia i zabrudzenia). Po krótkiej sesji fotograficznej, okazało się że większość moich zdjęć posiada skazę, z powodu… paprocha, który znalazł się wcześniej na matrycy.

Poniżej zdjęcia z udziałem modelki Magdaleny Stępnik, która brała udział w sesji i prezentacji w studiu Proclub.