Editor's Rating

Oby ten film zachwiał Polską. Mną nie wstrząsnął. Zdecydowanie słabszy film Smarzowskiego. Tym razem prymus dostaję tylko trójkę.

5.5
Wrażenia audiowizualne

Uwielbiam Smarzowskiego. Wiem, wiem , że tak jak pół Polski.  Po bardzo dobrej “Róży” i doskonałej “Drogówce”, oczekiwania wobec kolejnego filmu miałem bardzo duże. Mniejsze znaczenie miało dla mnie nazwisko Pilcha, czekałem na “nowego Smarzola”.  Wychowywałem się na warszawskiej Pradze, widziałem jak alkohol niszczy życie ludzi. Przyznam, że nawet trochę bałem się tego filmu. Śledziłem zapowiedzi i myślałem, że “Pod Mocnym Aniołem” przeczołga mnie, pożre i wyrzyga.

Podobne opinie słyszałem od koleżanek po “Róży”, która zaczyna się sceną gwałtu i morderstwa. Dla mnie była bardzo mocna, ale rozumiem, że dla kobiety mogła być mocna przeraźliwie. Takiej ekstremalnej jazdy emocjonalnej spodziewałem się idąc na ekranizację powieści “Pod Mocnym Aniołem”.

Niestety nie jest to najlepszy film Wojtka Smarzowskiego. Powiem więcej, jest to chyba najgorszy jego film (przyznaje uczciwie, że nie widziałem pierwszego offowego filmu Smarzowskiego – “Małżowiny”). Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to film kiepski. Po prostu czuję lekki zawód do prymusa, który do tej pory zbierał piątki i szóstki, a teraz wpadła mu “tylko” mocna trója.

Jak zwykle u Smarzola, świat przedstawiony kreują fantastyczne postaci i aktorzy, którzy je ożywiają. Na ekranie znajdą się moi ulubieńcy, czyli Jacek Braciak i Arek Jakubik, ale także Andrzej Grabowski, Kinga Preis czy Izabela Kuna. Co odtwórcy głównej roli, czyli Roberta Więckiewicza mam mieszane uczucia. Robert jest w wyśmienitej formie, ale ostatnio chyba wolałem go w lwowskich kanałach (“W ciemności”) czy jako Wałęsę (“Wałęsa. Człowiek z nadziei”).

Smarzowski prezentuje Jerzego jako alkoholika-intelektualistę, który niszczy głównie siebie. Lekko wywyższa się ponad resztę grupy terapeutycznej w klinice odwykowej. Tymczasem upadek pijaków jest według mnie bardzo demokratyczny. Niszczy życie i mądrych i głupich ludzi, a co gorsze także ich bliskich. Tutaj właściwie bohaterowie sami ponoszą skutki swojej choroby. Nie do końca jest też dla mnie jasna relacja Jerzego z ukochaną, graną przez Julię Kijowską.

Na wyróżnienie na pewno zasługuje ciekawa forma filmu – “snu deliryka”. W drugiej połowie opowieść jest już mocno nieliniowa. Nie wiemy co jest początkiem co końcem, co jawą a co snem. Niektóre sceny zostały wmontowane kilka razy.

Pamiętam jakim walnięciem w tył głowy było dla mnie obejrzenie “Requiem dla snu” – filmu po którym autentycznie zastanowię się zanim sięgnę po jakiekolwiek narkotyki. Do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem dokumentu “Szczur w koronie” Jacka Bławuta, który według mnie doskonale pokazuje rozkład świata osoby pijącej.

Niestety “Pod Mocnym Aniołem” to film, który nieco mnie znużył. Nie jest obraz po którym będę miał jakiegokolwiek kaca.