13 grudnia 1981 roku. generał Wojciech Jaruzelski ogłasza wprowadzenie stanu wojennego. Polska reprezentacja w piłce nożnej, która kilka miesięcy wcześniej wywalczyła awans na Mundial ’82, przebywa na zgrupowaniu na Malcie. Zawodnicy próbują dzwonić do rodzin. Bez skutku. Telefony nie działają. Nie wiedzą czym właściwie jest ten „stan wojny”, ze światowych mediów płyną informacje o czołgach na polskich ulicach. Sportowcy martwią się o bliskich, chcą jak najszybciej wracać do kraju…Mniej więcej w tym momencie, zawiązuje się akcja filmu dokumentalnego Michała Bielawskiego „Mundial. Gra o wszystko”.

Mistrzostwa Świata w 1982 r. nie są tak rozsławione jak rozgrywki z 1974 r. Trzecie miejsce wywalczone pod wodzą Kazimierza Górskiego, było niezliczoną ilość razy pokazywane w mediach. Słynny „mecz na wodzie”, w którym przegraliśmy walkę o finał, był analizowany tylko za moich czasów setkirazy, a przecież urodziłem się 7 lat po nim.

O sukcesie trenera Piechniczka z Hiszpanii ’82, zawsze było ciszej, a przecież podobnie jak 8 lat wcześniej zajęliśmy trzecie miejsce na świecie! Później już nigdy nasza piłkarska drużyna narodowa nie wspięła się na takie wyżyny… Kiedyś zastanawiałem się dlaczego właściwie telewizja publiczna tak rzadko chwali się tamtymi wydarzeniami?

Film Michała Bielawskiego „Mundial. Gra o wszystko” próbuje odpowiadać na to pytanie. Pokazuje mniej więcej rok z historii naszego kraju, od meczów eliminacyjnych do Mistrzostw Świata, aż po powrót naszych piłkarzy do kraju. Dziś po 32 latach od tych wydarzeń, w dniu śmierci Wojciecha Jaruzelskiego ponownie rozgorzeją dyskusję na temat zasadności wprowadzenia stanu wojennego, którego ocena dzieli społeczeństwo. Ostry polityczno-historyczny spór, który zawsze rozgrzewa dyskutantów.
Film „Mundial. Gra o wszystko” patrzy na tamte wydarzenie z zupełnie innej perspektywy, a właściwie z kilku innych punktów widzenia.

Sportowi herosi

Truizmem będzie stwierdzenie, że sport zwłaszcza w Polsce Ludowej, wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. W filmie poznajemy jednak złożoną sytuację zawodników, którzy z jednej strony chcą walczyć o największe laury, ale z drugiej strony nie chcą się wikłać w politykę i być wykorzystywani przez władzę. Po 13 grudnia, kiedy społeczeństwo odwróciło się właściwie od większości instytucji państwowych, ludzie bojkotowali reżimową telewizję, a większość artystów na znak protestu zaprzestała występów, każda decyzja mogła być uznana za polityczną. Jak sam mówi w filmie trener Piechniczek, władza miała możliwość wycofania drużyny z mistrzostw. Nikt na świcie nie płakałby, gdyby Polska nie pojechała na Mundial. Piłkarze, chcieli jednak grać. Dla takich wydarzeń sportowych trenowali wiele lat i bojkot mistrzostw nie wchodził w grę.

Autor na moje pytanie o swój pomysł na film i jego narrację, odpowiedział, że „z niezwykłym uporem” pytał wszystkich sportowców o to czy swoją postawą popierali Solidarność, czy ich zachowanie było jakiegoś rodzaju protestem wobec władzy. Większość wypowiedzi była raczej stonowana. Piłkarze myśleli przede wszystkim o piłce. Starali się nie wikłać w politykę ani po stronie Solidarności, ani po stronie władzy, która starała się ogrzać w ich blasku.
Reżyser podkreślił, że nawet zapraszając byłych reprezentantów na rozmowę, musiał rozwiewać ich delikatne obawy. Słysząc, że film ma łączyć narrację sportową ze stanem wojennym, obawiali się, że mogą zostać przedstawieni jako osoby wspierające ówczesną władzę.

Myślę, że dobrze się stało, że piłkarze pozostają w filmie tylko piłkarzami. Nie robią z siebie piewców idei Solidarności. Poznajemy za to młodego Zbigniewa Bońka, którego sposób bycia, pewność siebie i kocie ruchy, powodują że jest niepodobny do żadnego innego zawodnika. Boniek jest wówczas tuż przed transferem do ligi włoskiej, u progu swoich największych sukcesów.

MIchał Bielawski - Mundial gra o wszystko

Lech Wałęsa nie pamięta

Na jednym ze szkoleń, w którym miałem okazję uczestniczyć, Ewa Ewart opowiadała jak pracował nad dokumentem BBC o Putinie. Było to tuż po jego zaprzysiężeniu na prezydenta, nikt nie wiedział kim jest i skąd się wziął. Autorka bardzo długo zabiegała o rozmowę ze świeżo wybranym prezydentem, jednak jego otoczenie ciągle ją zwodziło. W rezultacie do spotkania nie doszło i Putin nie pojawił się w filmie. Ewa Ewart powiedziała, że później z perspektywy oceniła, że bardzo dobrze się stało, bo wywiad ten byłby zapewne bardzo oficjalny, a Putin nie powiedziałby nic ciekawego.
Michał Bielawski przez pół roku zabiegał o wywiad z Lechem Wałęsą. Kiedy wreszcie udało się spotkać z liderem Solidarności, Wałęsa w pierwszym zdaniu odpowiedział, że właściwie nie pamięta Mundialu ’82, bo miał inne rzeczy na głowie (przez pierwszą część stanu wojennego, był praktycznie odcięty od świata, internowany przez władzę).
Wałęsa praktycznie nie występuje w filmie. Jest tylko niewielka scena o meczu Lechii Gdańsk z Juventusem Turyn z 83 roku, na którym pojawił się przywódca Solidarności, a mecz zmienił się w festyn jego poparcia.

To, że Wałęsy nie ma filmie jest jego kolejnym wielkim atutem. Czy ktoś ma wątpliwości, że prezydent opowiadałby te same historie, które już bardzo dobrze znamy?
Dzięki temu poznajemy zupełnie inne, ciekawsze i szerzej nieznane relacje członków Solidarności internowanych w zakładzie karnym na Białołęce. Poznajemy ich życie więzienne, sposoby jakimi dyrektor więzienia starał się poróżnić osadzonych, jak mistrzostwa świata były odbierane zza krat. Nawet to, czy współpracować z klawiszami w celu otrzymania dostępu do telewizora dzieliło internowanych.

Co ciekawe, w perspektywie opozycjonistów opowiadających o swoim życiu na internowaniu dominuje ton pozytywny, jakże inny od dramatycznych reportaży montowanych pod piosenki Jacka Kaczmarskiego. Osadzeni opowiadają jak pędzili bimber, organizowali więzienne igrzyska, albo robili solidarnościowe stemple. Mundial był w tle. Niektórzy oglądali mecze inni, co bardziej hardzi postanowili postawić się władzy nawet kosztem braku dostępu do telewizora.

_MG_7848

A w telewizji brazylijscy kibice

Pierwsze dwa mecze polskiej reprezentacji na mistrzostwach, dwa remisy. Do bojkotowanej telewizji nie chcą przychodzić goście ani komentatorzy. Sytuacja jest napięta. Pojawiają się już głosy, które wysyłają naszych piłkarzy do domu. Wszyscy potrzebują sukcesu. Sukcesu potrzebuje telewizja.

Na mundialowe trybuny przemycane są ogromne flagi Solidarności. Telewizja Polska ma specjalny system cenzurujący przekaz z mistrzostw. Specjalny cenzor może przerwać transmisję i wstawić fragment własnego nagrania. Dochodzi do absurdów, w których na na meczu polaków można zobaczyć brazylijskich kibiców.

Michał Bielawski dotarł dotarł do takich cenzorów-pracowników TV, ale niestety nie zgodzili się na wywiad przed kamerą.

Narracja, montaż, muzyka 

Własnie zdałem sobie sprawę, że będąc pod wrażeniem, opisałem dużą cześć filmu niczym fabułę kina akcji. Film jest bardzo dobrze zmontowany i ogląda się go świetnie. Teoretycznie jest to „zwykły dokument z gadającymi głowami” – osoby występujące w filmie wypowiadają się w formie „setek”, wprost do kamery. Realizacja i forma filmu filmu jest jednak doskonała. Bielawski z niezwykła lekkością żongluje  wypowiedziami, materiałami archiwalnymi, animacjami i  inscenizacjami komiksowymi. Przez chwilę miałem wrażenie, że przez film prowadzi mnie narrator, ale takiego głosu z off-u nie ma. Przez film prowadzi nas bardzo dobry, niewidoczny montaż.

Na wyróżnienie zasługuje też świetna muzyka Antoniego  Łazarkiewicza. Doskonale pomaga budować napięcie. Przy wyborze piosenek autor muzyki też zadał sobie wiele trudu, bo większość utworów to mniej znane kompozycje. Pojawia się co prawda przebój Łazuki „Entliczek, pentliczek, co zrobi Piechniczek…”, ale przewrotnie  ilustruje scenę pałowania protestantów przez zomowców.

Turbo-debiut

Nie mam wątpliwości, że Michał Bielawski zrobił film wybitny. Udowodnił, że dobry dokument można zrobić opowiadając historię sprzed 32 lat, bez sztampy nudnego filmu historycznego. Zasługa jego podwójna, gdyż jest to debiutancki film tego twórcy.
Film spodoba się każdemu, kto choć trochę interesuję się historią swojego kraju. Wcale nie trzeba być wielkim fanem piłki nożnej, żeby tym filmem się zachwycić.