Film Braci Coen nie zawiedzie fanów, ale raczej nie przekona sceptyków. Duet reżyserski, po raz kolejny stworzył niezwykły nastrojowy klimat. Tym razem w sali kinowej przeniesiemy się na początek lat 60-tych. Dwa ważne elementy zdjęcia i dźwięk, zostały zauważone przez Akademię Filmową, bo „Co jest grane, Davis?” został nominowany, w w tych dwóch technicznych kategoriach do nagrody Oskara. Statuetki co prawda nie dostał, ale muzyka w tym filmie zdecydowanie na nią zasłużyła.
Znamy historie wyrzeczeń aktorskich, którzy do roli musieli przejść wielką metamorfozę: jedni chudli, inni tyli dziesiątki kilogramów. Wcielenie się w niektóre postaci wymagało nauczenia się szermierki, jazdy konnej lub innych dziwnych umiejętność.

W „Co jest grane, Davis?” para reżyserska wymyśliła sobie, że aby wiarygodnie przedstawić muzyka, trzeba pokazać go jak gra i śpiewa. Nie wchodził w grę odpowiedni montaż i podłożenie muzyki pod obraz, tanie chwyty, które często widzimy np. gdy aktor udaje że gra na fortepianie.
W tym filmie odtwórca głównej roli – Oscar Isaac, wszystkie utwory gra samodzielnie. Ba, większość z nich była nagrywana „na setkę” na planie! Aktor oczywiście miał zdolności wokalne i potrafił grać na gitarze, ale nie był zawodowym muzykiem. Na nauczenie się wszystkich utworów do filmu miał zaledwie 6 miesięcy.

Posłuchajcie nastrojowej ścieżki dźwiękowej, bo jest niezwykła, nieoczywista i współtworzy specyficzny klimat filmu. Mi osobiście przypomina najnowszą płytę Stinga „The Last Ship”, ale niektóre teksty są… zaskakujące 😉

SoundWorks Collection: The Sound of Inside Llewyn Davis from Michael Coleman on Vimeo.